Autor szablonu: ArianadlaWioski Szablonów | Flower design by BiZkettE1 / Freepik

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Niagara Falls

Wodospad Niagara jest często nazywany siódmym cudem świata.


Znajduje się na granicy kanadyjsko–amerykańskiej. 
Wygodny dostęp do niego mają zarówno Kanadyjczycy jak i Amerykanie. 
Właściwie są to trzy wodospady łączące się ze sobą. 
Największy z nich, wodospad Niagara w kształcie podkowy (prawidłowa nazwa to Wodospad Podkowa) po kanadyjskiej stronie prezentuje się najciekawiej. Jego szerokość wynosi prawie 800 metrów i łączy się z mniejszymi wodospadami: Amerykańskim i Bridal Veil. 
Te dwa ostanie znajdują się po amerykańskiej stronie granicy.
  

W ciągu każdej minuty z wysokości 50 metrów pionowo spada z wielkim hukiem 168 000 m3 wody.
Wodospad usytuowany jest 27 km od amerykańskiego miasteczka Buffalo i 121 km na południe od Toronto. Mieszkając w Toronto przez wiele lat miałam czasami okazję odwiedzić to ciekawe miejsce i najbliższe okolice. 
Hej, hej Krysia i Henio pamiętacie nasza wspólną wyprawę nad wodospad? Był taki piękny, słoneczny dzień.Aż się wierzyć nie chce, ze od tamtej chwili upłynęło prawie 18 lat!

Rzeka Niagara wyznacza granicę między USA i Kanadą. Te dwa kraje łączy Most Tęczowy (prawda jaka ładna nazwa?). To tutaj przyjeżdżają zaślubione pary na miesiąc miodowy. Najchętniej rezerwują pokoje hotelowe z widokiem na wodospad.

Pomimo, że odwiedziłam to miejsce wiele razy to chętnie pomieszkałabym tam z pół roku. To takie miłe uczucie spacerować latem wzdłuż balustrady, kiedy lekki wietrzyk przynosi wodną mgiełkę. Słyszeć i widzieć ten olbrzymi żywioł. Być tak blisko. 

W okresie letnim miliony ludzi odwiedza to słynne miejsce. Na przykład w 2009 roku aż 28 milionów ludzi! Dla każdego znajdzie się tam coś ciekawego do obejrzenia. W okresie zimy kiedy wszystko jest zasypane śniegiem a wodospad częściowo zamarznięty, także nie brakuje chętnych bo widoki są niepowtarzalne.

Można zejść całkiem nisko do wodospadu na zbudowane tam tarasy i wtedy jeszcze bardziej czuje się potęgę wody, która spada z wielkim grzmotem. Bliski kontakt z żywiołem dostarcza przeżyć, których nie zapomina się. Najstarsza atrakcja turystyczna wodospadu to „Maid of the Mist” czyli lodź podpływająca blisko spadającej wody. Turyści wybierający się w podroż łodzią dostają specjalne peleryny przeciwdeszczowe aby osłonić się od rozpryskującej wody. Czasem ukaże się kolorowa tęcza i wtedy wszyscy aż cichną z zachwytu. Tęcza to nie tylko piękne kolory, to także siedmiobarwny łuk bramy niebieskiej.

 

Kto ma ochotę i finanse może zafundować sobie przelot helikopterem nad wodospadem. Z pewnością jest to niezapomniane przeżycie. Jak kogoś nie stac na helikopter, może zjechać nad samą wodę po linie. 
Od kilku lat, przez kilka godzin wieczorem, wodospad po kanadyjskiej stronie jest podświetlany co dodaje mu dodatkowego uroku.

Po obu stronach granicy są male miasteczka o tej samej nazwie „Niagara” nastawione na turystów, a więc mnóstwo restauracji, sklepików z pamiątkami, prywatnych kwater do wynajęcia i nawet dwa kasyna po kanadyjskiej stronie.

Woda z wodospadu wykorzystywana jest do wytwarzania energii elektrycznej.

Od ponad stu lat przewinęło się tu wielu śmiałków, którzy zdecydowali się spłynąć wodospadem w beczce. Większość z nich przeżyła. Wśród nich nie zabrakło kobiet. Pierwsza była nauczycielka amerykańska Anne Edison Taylor. Przeżyła, zapewne dzięki mocnej beczce.
Z okazji licznych kanadyjskich świąt odbywają się nad wodospadem pokazy ogni sztucznych.
Film „ Niagara”z Marilyn Monroe fantastycznie pokazuje cały wodospad.
W 2009 roku udało mi się zorganizować mały zjazd rodzinny. Przyjechało 18 osób. Było bardzo miło, pogoda też dopisała. Takich chwil nie zapomina się przez całe życie.
Miałam tę możliwość czy tez szczęście, żeby podziwiać wodospad zarówno od kanadyjskiej jak i amerykańskiej strony.


piątek, 3 stycznia 2020

Dolina Śmierci

Dzisiaj zabieram Was w daleką od Polski podróż wirtualną do parku gdzie kamienie same wędrują, gdzie jest tajemniczo i gdzie jest największa depresja w Ameryce Północnej.


To miejsce nazywa się Dolina Śmierci. 
Nazwa nie jest zachęcająca ale park jest piękny i bardzo ciekawy, niepowtarzalny w swej urodzie, olbrzymi, fascynujący.
Zajmuje obszar na granicy dwóch stanów USA: Kalifornii i Nevady.
Jest to najbardziej gorący, najbardziej suchy (wilgotność powietrza wynosi 1%), najbardziej wietrzny obszar gdzie prędkość wiatru dochodzi do 160 km na godzinę. 
Na dodatek znajduje się tam najniżej położone miejsce w Ameryce.
Jak sama nazwa wskazuje Dolina Śmierci czyli wszystko umarło ale to nieprawda. 
Tutaj też tętni życie na kalifornijskiej Mojave Desert. 
A jeśli odwiedzi się pustynię wiosną to zobaczymy całe połacie kolorowych kwiatów: żółtych, fioletowych, różowych lub białych.


Najniższy punkt tej doliny znajduje się aż 86 metrów poniżej poziomu morza!
Aż trudno to sobie wyobrazić, prawda?
Stojąc tam na samym dole, gdzie jest biało od soli ma się naprawdę mieszane uczucia.


Dalej jest olbrzymi obszar, który nazywa się „Badwater”.
Jest to miejsce gdzie kiedyś było słone jezioro długie na 4,5 km. Teraz pozostała tam sól po której trudno przejść, bo są tam wertepy podobne do kraterów na Księżycu lub do zaoranego pola z olbrzymimi skibami. To wygląda tak, jakby sam diabeł grał tam w golfa i nawet tak się nazywa ”Diabelskie pole golfowe”. Mimo nazwy, urzeka swym wyglądem. 
Trudno przejść po tej części, lepiej popatrzeć z daleka. 


Właśnie tu można spotkać wędrujące kamienie. ”Racetrack Playa” - tak nazywa się dno wyschniętego jeziora.
Do doliny zjeżdżamy samochodem, zostawiając go na parkingu i odwiedzamy rożne części doliny np. Złoty Kanion, potem inne pasma górskie o nieco zardzewiałych i innych pastelowych odcieniach, gdzie artyści mają swój raj, przyjeżdżając malować obrazy. Ta cześć doliny nazywa się „Artist’s Palette” ( Paleta artystów).


Wdrapaliśmy się na punkt widokowy o nazwie „Zabriskie Point” skąd podziwialiśmy erozyjne formacje skalnicowate. Miesce zainspirowało nawet film nakręcony przez Michelangelo Antonionio o takim samym tytule.
 
 

Olbrzymią dolinę otacza potężne pasmo górskie Panamint z najwyższym szczytem Teleskop Peak (3368 metrów npm) i pasmem gór Amargosa.
W okresie letnim lepiej nie odwiedzać tej doliny, bo często temperatura powietrza dochodzi do ponad 50 stopni Celsjusza. W 1913 roku w lipcu zanotowano plus 57, 7 stopni Celsjusza. Był to rekord.

Od naszego miejsca zamieszkania w Kalifornii, dolina znajduje się w odległości 4 godzin jazdy samochodem. Byliśmy tam w grudniu a więc nie musieliśmy obawiać się upałów. Wprost przeciwnie, trzeba było ubrać się w kurtkę.

Bylo dość rześko ale słońce pięknie świeciło ogrzewając nas nieco i dodając dodatkowego uroku otaczającym krajobrazom.
Zwiedzających jest mnóstwo w okresie zimowym. Najbliższe hotele których nie ma w tej okolicy za wiele, znajdują się w sporej odległości - około 30 km. Lepiej zarezerwować wcześniej, bo jeden dzień na całą dolinę to za mało. Przydałyby się przynajmniej 4 dni na zwiedzanie.



Na północy Parku Narodowego Doliny Śmierci jest 2 piętrowe rancho zwane "Scotty’s Castle". Nazwa pochodzi od Walter E. Scott - słynnego hochsztaplera, który przekonał biznesmena Alberta Johnsona do wybudowania tej willi i zainwestowania w te dolinę rzekomo w złoża złota. Jak się okazało, złota nie znaleziono ale Albert z żoną polubili to miejsce (oraz Waltera) i przyjeżdżali tu na okres zimowy. 



Nie mając potomstwa przekazali swoja posiadłość na cele turystyczne. 
Tak więc turyści maja frajdę odwiedzając ten oryginalny i bardzo dobrze utrzymany zabytek.
W 1933 roku Dolina została ogłoszona narodowym pomnikiem, a w 1944 roku parkiem narodowym. Cały ten obszar to raj dla geologów, którzy wciąż badają skały.