Autor szablonu: ArianadlaWioski Szablonów | Flower design by BiZkettE1 / Freepik

niedziela, 17 lutego 2019

2019 urodzinowa impreza



W ostatnią sobotę urządziliśmy piękną imprezę urodzinową dla mojego męża. Świętowaliśmy nie tylko 80 rocznicę urodzin mojego męża ale także urodziny ośmiu innych lutowych jubilatów trochę młodszych, włącznie z najmłodsza 17-letnią sąsiadką. W imprezie uczestniczyło 17 osób. 

Było dobre jedzenie, część przygotowana przeze mnie a resztę  przynieśli zaproszeni goście ponieważ było to „potluck party” czyli mówiąc po polsku impreza składkowa. Dość często praktykowana forma przyjęć tutaj u nas. Każdy z zaproszonych gości przed imprezą porozumiewa się z organizatorami jaka potrawę ma przynieść. Tym sposobem domownicy są częściowo odciążeni.


Salon był pięknie udekorowany balonami i serpentynami. 
I tu nalezą się duże brawa  i podziękowanie mojemu synowi Arturowi, który specjalnie przyleciał z Toronto na tę uroczystość. Poświęcił mnóstwo czasu na dekoracje i w ogóle przygotowanie domu na imprezę jak również na skomponowanie fotoksiążki na prezent. 

Musującym winem potocznie zwanym szampanem  wzniesiono toast za wszystkich jubilatów.
Dobra muzyka, tańce i rozmowy do późnej nocy umilały czas. 
Punktem kulminacyjnym było polskie  „sto lat” i  dwa torty. Tort  Palvova zrobiony przez mnie i tort „Blackforest” kupiony w niemieckiej cukierni.

Odnośnie historii tortu Pavlova, który jest chyba najsłynniejszym tortem świata to zdania są podzielone skąd taka nazwa. Jedno jest pewne ze pochodzi od imienia rosyjskiej primabaleriny Anny Pavlovej, która będąc na gościnnych występach w Perth (Australia) poprosiła o coś lekkiego i wtedy kucharz z hotelu Esplanade zachwycony jej występem przygotował taki oto deser dla niej. 
Tort  zachwyca swa lekkością i smakiem.  Jest piękną ozdoba stołu. 

Do autorstwa tego tortu roszczą sobie pretensje także Nowozelandczycy. Do dzisiaj nie ustalono, w którym kraju zrodził się przepis ale to chyba nie ma większego znaczenia skoro ma niebiański smak i wspaniały wygląd.

sobota, 19 stycznia 2019

Wycieczka na Hawaje


Wycieczka na Hawaje


Zapraszam na wirtualną podróż na Wyspy Hawajskie. Aloha!  Czyli w języku hawajskim powitanie, cześć i dzień dobry! Właśnie w tym miesiącu mija 5 lat od naszej 20 dniowej morskiej podróży.


Wykupiliśmy te wycieczkę z okazji 75 rocznicy  urodzin mojego męża. Płynęliśmy 6 dni i nocy w jedna stronę z San Diego w Kalifornii na Wyspy Hawajskie.
Był to niezbyt duży statek Holand - America o nazwie Van Damme. Razem z załogą było nas około 2 tysięcy.

Mała ciekawostka - niektóre firmy zajmujące się tego rodzaju wypoczynkiem dają dużą zniżkę jeśli wakacje zamawiają 4 osoby znające się ze sobą.  Oczywiście każda para ma na statku własną, niekrepującą kabinę - pokój. My także skorzystaliśmy w tych zniżek i wybraliśmy się ze znajomymi. 

Oprócz bardzo smacznych posiłków i wieczornych występów czas upływał nam na zabawach tanecznych, oglądaniu filmów, słuchaniu klasycznej muzyki w wykonaniu polskich muzyków, na nauce hawajskiego, który składa się tylko z 12 liter: a, e, h, i, k, l, m, n, o, p, u, w i na podziwianiu pięknie tańczących hawajskich dziewcząt. Były różne konkursy, prezentacja biżuterii i artystycznych obrazów, które można było zakupić. Wszystkie te kameralne spotkania z reguły odbywają się przy lampce musującego wina na koszt ekipy prezentującej dany produkt. 
Na każdym statku jest basen z podgrzewaną wodą jak również jacuzzi.  

Był jeden bardzo późny bo o północy wieczór ze słodkościami. Przedziwne rzeźby w owocach i warzywach przedstawiające różne zwierzęta i kwiaty plus niebywale ilości przeróżnych ciast, ciasteczek i tym podobnych rzeczy.
Pogoda dopisywała a więc miło było pospacerować lub posiedzieć na zewnątrz.
A woda mieniła się błękitem z zielenią uderzając o rufę statku.

Moje myśli wysłane wiatrem uleciały do Polski z najlepszymi życzeniami dla moich wnucząt. Wydawało się, ze statek płynie w przeciwną stronę. Ciepły powiew wiatru zaplątał się w mój żółty szal. W oddali ocean błyszczał jasnością a zza lekkich obłoków Anioły spoglądały ciekawie. Czułam lekki zawrót głowy od pojedynczych kropel Oceanu Spokojnego.
Siedziałam na szóstym pokładzie z książką w ręku i nie miałam ochoty jej czytać bo tyle innych wspaniałości działo się wokół. Daleki, doskonale okrągły horyzont  i lazurowe niebo zanurzone w wodzie szumiało  swoje morskie pieśni. Nade mną olbrzymia kopula i tyle świeżego, przejrzystego, morskiego powietrza, którym tak lekko oddychać. Białe spienione fale mieszały się w szaleńczym obłędzie z reszta oceanu. Tak chwilo, proszę trwaj jak najdłużej. 

Czyste wyspy, piękna piaszczysta plaża, ciepła woda zapraszały na relaks. Pływaliśmy w fantastycznie w słonej wodzie.
W dzieciństwie często bawiąc się używaliśmy słowa „Honolulu” na przykład: pytano nas. Dokąd się wybieracie? Odpowiadaliśmy. Do Honolulu. Ta nazwa nic nam wtedy nie mówiła. Ot używało się jak wiele innych słów, zapewne usłyszanych od dorosłych. Nawet nie wiedziałam wtedy co to znaczy.

A po latach rzeczywiście dotarłam do Honolulu. Jest to duże miasto na wyspie Oahu, w sercu Hawaii. Blisko przepięknej plaży Waikiki pobudowane są wysokie budynki hotelowe.Szliśmy wzdłuż plaży aż do Królewskiego, Hawajskiego Hotelu boso, a ciepła, woda obmywała nasze stopy. Tam zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek delektując się  oryginalną wersja drinku ”Mai-Tai”.
Innego dnia byliśmy przy dymiącym wulkanie.

Odwiedziliśmy także Pearl Harbour. Na wodzie w pewnej odległości od brzegu pobudowano specjalny budynek-pomnik (Pacific National Monument) dla uczczenia żołnierzy Armii Amerykańskiej, którzy zginęli rano 7 grudnia 1941 roku zaatakowani niespodziewanie przez armie japońską. 
Na wyspie Kona można było kupić sobie prawdziwa perle wydobyta w naszej obecności z muszli. Nie wspomnę o egzotycznych kwiatach i barwnych strojach.

sobota, 5 stycznia 2019

Moja nowa miłość - kaktusy




Życie jest pełne niespodzianek. Dziewczyna urodzona nad Narwią, gdzie wydarzeniem lata było zrywanie kwiatów lipy na herbatę, w drugiej połowie życia zakochała się w … kaktusach! 

W Desert Hot Springs gdzie mieszkamy przez zimę, tak jak nazwa wskazuje głównie jest pustynia. Nie piaszczysta tak jak Sahara, tylko kamienista. Rosną tu palmy, kaktusy i wszelkie inne drzewa i kwiaty pustyni ale ogólnie roślinność jest dość uboga. W lutym, kiedy zaczyna się tutejsza wiosna pustynia wygląda najpiękniej. W lato wszystko wysycha, jest za gorąco i wtedy wracamy do Nanaimo.

Chciałabym podzielić się zdjęciami moich pięknych kaktusów, które wyhodowałam  z maleńkich sadzonek. Na naszej posesji mamy ich już mnóstwo!

Te większe maja już po 5 lat. W ubiegłym roku ten niepozorny, rosnący bardzo powoli kaktus, zrobił mi bardzo miłą niespodziankę i pięknie zakwitł.

Rozsadziłam też aloes, który rozrasta się jak zwariowany. Ponieważ lub nieco cienia to wybieram dla nich takie właśnie miejsca. Kwitną co roku.

sobota, 22 grudnia 2018

Spotkanie wigilijne Polonii.




Spotkanie wigilijne.
 
W Kalifornii w Palm Spring  (tu gdzie mieszkamy przez okres zimowy ) przez wiele lat prężnie działa „Polski Klub”.  

Spotkania odbywają się dość często z okazji świat czy imienin. W poprzednich latach w okresie karnawału były potańcówki. Organizujemy wspaniale pikniki na świeżym powietrzu, za każdym razem w innym parku, na których też świętujemy urodziny uczestników urodzonych w danym miesiącu i jemy wspólny lunch.

W ostatnią niedzielę odbyło się sympatyczne spotkanie wigilijne, w którym uczestniczyło co najmniej ponad 70 Polaków. Najstarszym uczestnikiem była 96 letnia Pani a najmłodszym 2 letnia dziewczynka Marysia. Takie międzypokoleniowe spotkania mają szczególny charakter.

Na tych spotkaniach jest zawsze również kilka osób, które nie są Polakami ale są oni jakoś związani z Polską czy to pracą w naszej ojczyźnie w poprzednich latach czy tez małżeństwem.  Zawsze widzę jak bardzo podoba im się polski sposób obchodzenia Bożego Narodzenia.


Były również dzieci i piękne występy w języku polskim. Niektórzy byli ubrani w kolorowe krakowskie stroje. Był też opłatek, składanie życzeń świąteczno –noworocznych, muzyka i śpiewanie kolęd.

Milo było spotkać wiele znajomych osób. Czas upłynął bardzo szybko w milej atmosferze.





  






sobota, 1 grudnia 2018

Z powrotem w Kalifornii i gorące źródła



Z powrotem w Kalifornii i gorące źródła

Jesteśmy już od 14 dni w Kalifornii (mieszkamy 2 godziny jazdy samochodem od Las Angeles) zakotwiczeni na całą zimę. Pierwsze dni spędziliśmy na porządkach domowych, jak również ogrodowych. Pod naszą nieobecność wyrosło nieco chwastów z tyłu domu ale najważniejsze, ze moja mała palemka przeżyła upalne lato. 

Dobrze jest też zaprosić przyjaciół na obiad wtedy człowiek „spręża” się z robotą. Do tej pory pogodę mamy wspaniałą, aczkolwiek trzeba się przygotować na grudniowe chłody i nieco deszczu. Co prawda nie minusowe ale zimny wiatr od góry świętego Jacka czasami niezłe chłoszcze.

Póki co cieszymy się życiem i nawet zdążyliśmy już odwiedzić z przyjaciółmi SPA z mineralną wodą. Mamy to szczęście, ze pod ziemią w naszej okolicy znajduje się bardzo gorąca woda mineralna, której temperatura wynosi aż 55 stopni Celsjusza. Druga warstwa wody jest zimna.

Cabot Abram Yerxa pierwszy odkrył wody mineralne w 1941 roku, mieszkając tu na pustyni w iście spartańskich warunkach.  W myśl zasady ”potrzeba jest matką wynalazku” Cabot potrzebował wody dla swojej rodziny: żony i małego niemowlęcia. Początkowo przynosił wodę w odległości 10 km. Któregoś dnia zaczął kopać studnię. Po kilku dniach dokopał się do gorącej wody, którą mógł ochłodzić w ciągu nocy. 


Z czasem dowiedział się, jak ważnego dokonał odkrycia. Teraz w tym miejscu jest miejscowość Desert Hot Springs i wszyscy uwielbiają korzystać z odkrytych przez niego gorących źródeł. To  był w ogóle bardzo ciekawy człowiek. Zbudował pierwszy dom właśnie tu na tej pustyni z odpadów, niczego nie kupił w sklepie. Być może nie miał pieniędzy a może właśnie chciał postawić taki oryginalny dom. Jest w nim 35 pokoi, niektóre są takie małe, że mieści się w nich tylko lóżko. Po jego  śmierci powstało tu Muzeum Cabota.Był człowiekiem niezwykle utalentowanym: pisarz, malarz, inżynier.  Sam określał siebie jako „szczur pustynny”.