Autor szablonu: ArianadlaWioski Szablonów | Flower design by BiZkettE1 / Freepik

sobota, 9 grudnia 2023

Droga

Już z powrotem w Meksyku na zimę i od razu niespodzianka w formie drogi!
Są różne drogi w życiu: do serca, do sukcesu, do pracy, do domu, do lasu, na plażę itd

Dzisiaj nietypowo bo trochę o najbliższej okolicy.
Cieszymy się ponieważ robią nam asfaltową nawierzchnię na tej polnej drodze, którą chodziliśmy do tej pory.
Już jest zrobiony porządny chodnik na którym zamontowano lampy na wysokich słupach aż do nieba, będą oświetlały gwiazdy na niebie.

W Meksyku taka moda, że słupy od lamp oświetleniowych montowane są w chodniku dla pieszych.
Zaś przy niektorych jezdniach wcześniej wykonanych rosną drzewa.
Zastanawia mnie fakt czy Meksykanie tak kochają przyrodę czy po prostu nie mają mocy przerobowej aby usunąć dodatkowe już i tak prawie uschnięte drzewa.

Mój mąż zafascynowany pracą spędza wiele godzin przyglądając się jak powstaje nawierzchnia, przy okazji i mnie się udziela i dlatego piszę, ponoć pisanie jest pewną formą modlitwy.
Na tę uwardzoną nawierzchnię najpierw rozpryskują olej po czym specjalny track spycha luźny asfalt a robotnicy rozsypują go równomiernie po powierzchni.

W dalszej kolejności  przejedzie kilkakrotnie ciężki walec aby utwardzić.
Ponoć w Kanadzie i USA jedzie taka maszyna pomału i równomiernie pokrywa i i już nie jest potrzebna ingerencja ludzkich mięśni.
Myślę że zajmie im to jeszcze z tydzień aby uporać się do końca w robotą.

Następny  atrykuł będzie o meksykańskim jedzeniu.
 
Tymczasem pozdrawiam wszystkich serdeczenie.

poniedziałek, 20 listopada 2023

Łosoś podróznik

Ryba łosoś.
Większość z nas lubi podróże, wtedy wydaje się, że czas płynie wolniej, ale że łososie też to lubią a może po prostu muszą?
Czy wiecie gdzie wędrują łososie z oceanu?
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się na tym, gdzie one się rodzą?

Jak bardzo skomplikowany jest ten proces, jaką ciężką pracę wykonują dorosłe osobniki płynąc kilometrami pod prąd rzeki z oceanu do miejsca urodzenia, aby w końcu po spełnieniu swojej ostateczne misji, po prostu zakończyć życie. Płynąc w gorę rzeki nie pobierają w tym czasie pokarmu. Dużo z nich umiera po drodze.
Podobno kierują sie zapachem wody w miejscu w którym przyszły na świat.
Osobniki damskie po dopłynięciu składają ikrę w żwirze wodnym od października do marca a samce walczą o jej zapłodnienie.
Jajeczka leżą do wiosny po czym wykluwają się 2 centymetrowe larwy, które czerpią pokarm z żółtego woreczka w którym wcześniej przebywały. Ten proces trwa aż 40 dni. Następnie młode osobniki spędzają w rzekach 2 lub 3 lata, po czym płyną do morz i oceanów i tam żyją 2-3 lata, po czym znowu wracają  do rzek, płynąc pod prąd do miejsca urodzenia.

Tak właśnie dzieje się w rzekach Brytyjskiej Kolumbii: Fraser River i  małych rzeczkach na naszej wyspie gdzie są pobudowane sztuczne akweny (cały obszar w Nanaimo wynosi 375 akrów) zwane Hatchery, gdzie uważne oko ludzkie i wiedza pomaga utrzymać te gatunki dla celów konsumpcyjnych.
Tylko  w tym roku wypuszczono dwa i pół miliona łososi z hatchlings czyli ze sztucznie utworzonych akwenów do miejscowych jezior.



W niektórych miejscach gdzie poziom wód nie jest na tym samym poziome, aby ułatwić rybom przemieszczanie się pobudowano specjalne schody, które  przy samej ścianie mają owalny kształt na przemian po jednej i drugiej stronie. Pokonując tę wysokość ryby po prostu skaczą.


Skąd one wiedzą, kiedy opuścić ocean i udać się w ostatnią drogę życia?
Czy to nie jeszcze jeden dowód na cud natury!
To wciąż wielka naukowa zagadka.

Wybaczcie, że tak mało zdjęć tym razem ale nie wzięłam ze sobą aparatu fotograficznego wybierając się nad rzekę i do sztucznych akwenów.

Anton Czechow w „Sachalin” tak napisał o tych rybach.
"W końcu, wycieńczone popędem płciowym i głodem, giną i już w środkowym biegu rzeki można napotkać wiele śniętych egzemplarzy, a górnym jej biegu brzegi bywają zasłane martwymi, cuchnącymi rybami.
Te wszystkie cierpienia,  jakie w okresie godowym przeżywają ryby, noszą nazwę 'wędrowania ku śmierci', ponieważ nieuchronnie do niej wiodą i and jedna ryba nie powraca do oceanu, lecz ginie w rzekach."







niedziela, 8 października 2023

Parki w Nanaimo

Przepraszam, trochę zaniedbałam blog ponieważ kończyłam swoją trzecią książkę pod tytułem „Jedyna taka miłość”.
Oprócz tego od jakiegoś czasu zajęta jestem raz w tygodniu długim  spacerem organizowanym z naszego osiedla. Czasem wyprawę poprzedza jazda samochodami z pół godziny w bardzo urocze zakątki.
Poczułam nieodparta potrzebę podzielenia się z Wami moimi wrażeniami ze spacerów do  parków w Nanaimo i okolicy. W najbliższym otoczeniu mamy ponad 20 parków, dzięki dobrym ludziom, którzy oddali w testamencie  wielkie połacie ziemi do użytku publicznego.
Nie wymienię wszystkich tylko niektóre.
Idąc rozmawiamy, żartujemy, śmiejemy się. Staramy się aby było słychać nas z daleka ponieważ w niektórych parkach mieszka niedźwiedź lub "duży kot" cougar, najchętniej skaczą z drzewa  znienacka  atakując arterię szyjną.
Piszę zupełnie serio, są misie na naszej wyspie  jak i w całej Brytyjskiej Kolumbii.
Po drodze czasem spotykamy miejscowych ludzi maszerujących zwykle z psem, który ma przymocowany dzwoneczek do szyi aby niedźwiedź słyszał i nie zbliżał się.
W kieszeni znajdzie się spray z pieprzem a w ręku porządny kij.
Tak więc mamy dodatkowy dreszcz emocji.
Do tej pory nie spotkaliśmy żadnego i dalej nie mamy najmniejszej ochoty na takie spotkanie ale tu i ówdzie misie zostawiają ślady po sobie i po tym poznajemy ich obecność.


Bowen Parki jest rozległy gdzie rosną gigantyczne klony jak również drzewa iglaste i ogromne płaskie skały. Aby obejść cały park potrzebna  przynajmniej godzina. Teraz jesienią jest szczególnie pięknie w rdzawym otoczeniu i liściach tańczących na wietrze.

English-man River (rzeka) oddalony od naszej miejscowości około 30 kilometrów.
To właśnie tutaj jak  i do Fraser River najdłuższej rzeki w Brytyjskiej Columbii przypływają łososie aby złożyć ikrę, czyli wracają do swojego miejsca urodzenia  ale o tym napiszę nowy artykuł.
W tym parku mieszkają bobry co widać na załączonych zdjęciach w postaci ściętych lub nadgryzionych drzew.


Butertubs Masch park ulokowany jest wokół jeziora. To sanktuarium dla ptaków.
Jest  kilka obserwacyjnych punktów plus jedna wieża. Nazwa pochodzi od farmy, która kiedyś tu funkcjonowała a masło zrobione ochładzano w jeziorze ponieważ nie było jeszcze lodówek.

Morrell Nature Sanctuary to obszar 278 akrów z 11 kilometrami wyznaczonych dróg. Wchodzisz w zupełnie dziką roślinność, pełno paproci i mchu. Jest tak bardzo zarośnięty, że  poruszamy się tylko po wytyczonych szlakach. Niebo zasłonięte olbrzymi konarami i gałęziami. Duża wilgotność. Ulokowany na południu Nanaimo, blisko uniwersytetu.  

Żółwiowe wzgórze lub Machu-Picchu jak nazywają potocznie, to fantasyczne wzgórze do którego ścieżka wiedzie w górę przez las. Zaś na samym szczycie miła niespodzianka. Oprócz niebiańskich widoków góra obłożona specjanie dobranymi kamieniami. Zrobił to pewien pan po przejściu na emeryture, pracowal przy tym swoim projekcie 4 sezony letnie, sami zobczcie czy nie jest interesująco.

                                                    
Pozdrawiam serdecznie.










piątek, 1 września 2023

Piknik polski z "Marszałkiem"

Polonia kanadyjska pielęgnuje polskie tradycje i uczy historii.

13 sierpnia bieżącego roku w Polskim Domu Kultury przy ulicy 90 Dock w  Victorii, stolicy Brytyjskiej Kolumbii odbyła się uroczysta impreza z odsłonięciem popiersia naszego wybitnego wodza Józefa Piłsudskiego.
Dla nas to cała wyprawa bo należało pokonać samochodem 120 kilometrów w jedną stronę.
Uroczystość zaczęła się już  w południe, wspaniałymi występami, na pięknie udekorowanej scenie.

Wystąpiły takie zespoły jak:
Biały Orzeł
Kalyna - ukraiński chór
Paul Kannaspuro (śpiew i gitara)
Zofia& Wiktor Szczurek duet
i wiele wiele innych.

Pogoda też nam dopisała, plus 30 stopni, słonecznie.
Pod rozstawionymi parasolami przy stolikach można było zjeść smaczny lunch przygotowany przez nasze miłe panie, ubrane w polskie stroje ludowe: bigos, pierogi, kiełbaski na gorąco, kawa, herbata i własne wypieki, do wyboru.
Nie zabrakło także polskiego piwa.

Były tańce, swawole i dobry humor nikogo nie opuszczał.
Oprócz tego kilka straganów a z nich najbardziej oblegany z biżuterią Pani Hani.

W sprzedaży były także pocztówki, książki z prozą i, piekną poezją Adama T. Marck i polskie pamiątki.
Do uroczystości przyłączyli się Ukraińcy. Sporo miejscowych Kanadyjczyków i turystów także odwiedziło nas.
Przygotowano ciekawą dekorację z kwiatów symbolizującą dwie flagi:polską i ukraińską przy popiersiu wodza.
O siedemnastej  zaczęła się najważniejsza część dnia przy akompaniamencie zawodowej orkiestry dętej z Vancouver.

Po odsłonięciu popiersia Józefa Piłsudskiego przy ogólnym aplauzie słuchaliśmy wzruszających opowieści najstarszych Polaków, mieszkańców Victorii i okolic.
Wspomniano ciekawostkę o wodzu, który postawił swoją stopę w Victorii. Wracający statek z Japonii zatrzymał się na jakiś czas w Victorii. Józef Piłsudski  z Tytusem Filipowiczem wyszli na ląd i skierowali się do apteki na lody (ponad sto lat temu właśnie tam sprzedawano lody)
Był to rok 1904. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to,że łódź odpłynęła do Vancouver z ich bagażami i dokumentami.

Być może kto czytał moją książkę „Na skrzydłach wiatru”  to pamięta, że na stronie 40 piszę szerzej o tym wydarzeniu. Tak jakbym przewidziała, że za rok od wydania książki słowo w słowo zostanie to samo powtórzone na uroczystości.

Na zakończenie zachęcano uczestników aby kwiaty symbolizujące flagi zabrać do własnych ogródków.
Ja też wzięłam żółte, przesadziłam do większych doniczek i jeszcze mi kwitną ozdabiając koniec lata.








niedziela, 11 czerwca 2023

Pożary

Zgodnie z naszą tradycją od 15 lat kontynujemy krótkie wyjazdy z okazji moich urodzin.
W tym roku od lutego czekały opłacone noclegi w eleganckim hotelu w Tofino na naszej wyspie Vancouver 200 km od domu.
Od pierwszego wyjazdu do Tofino w 2009 roku poczułam sentyment do tej miejscowości.
Nazwa trochę zbliżona do Portofino i wszystkim znanej piosenki: 

"wiedzieli ludzie z Portofino, że do niedzieli dzień czy dwa...".


Wracajmy jednak do Tofino.
Autostrada prowadzi w poprzek wyspy, droga kręta, bardziej górzysta. Co zakret to piękne widoki.
Warto odwiedzić las Cathedral Grove usytuowany w Mac Milland Park gdzie rosną gigantyczne drzewa Douglas Fir liczące 800 lat.
Po drodze mijamy  duże, długie jezioro Cameron, dalej małe miasteczka Port Albernii i Ucluelet.
W tym ostatnim gdy zatrzymamy się na chwilę to widzimy z jaką niesamowitą siłą fale Oceanu Spokojnego biją o kamienisty brzeg...

Tofino to turystyczna miejscowość gdzie mieszka około dwa tysiące mieszkańcow, za to jest dużo hoteli dla turystów ale i tak w okresie letnim nie można dostać noclegu pomimo wysokich opłat za dobę.
Tofino usytuowane na półwyspie Esowita na tradycyjnym terytorium pierwszych narodów TLA-O-QUI-AHT.
Ludzie przyjeżdżają tu by poczuć zapach Oceanu Spokojnego, posmakować soli na ustach, znad wody wiejący wiatr niesie delikatną, mokrą, słoną mgiełkę, pobrodzić po piaszczystych plażach, posłuchać szumu oceanu, nacieszyć oczy morskim krajobrazem.


 Młodzi korzystają z surfingu, kajakowania. Naprawdę jest co podziwiać miedzy innymi ogromne, wiekowe drzewa cedrowe w parkach i wiele innych cudów natury.
Czasem można spotkać groźnego niedźwiedzia grizly lub wilka kiedy wychodzą ze swoich nor w poszukiwaniu kolacji, posłuchać śpiewu ptaków, zabrać się z grupą łodzią aby zobaczyć orki.
6 czerwca we wtorek wybraliśmy się do Tofino. Minąwszy Nanaimo i z boku Parksville zobaczyliśmy hen w oddali dym. W tym momencie jeszcze nie przypuszczaliśmy, że za chwilę będzie nas też dotyczyć.  
50 kilometrów dalej okazało się że policja zablokowała drogę i wszystkie samochody wracały z powrotem do Nanaimo.
Mój mąż należy do tych co tak szybko nie rezygnują, wróciwszy do domu sprawdził na komputerze obecną sytuację w tym rejonie i mówi "jesteśmy spakowani, jedna linia otwarta, jedziemy".
O 14 znowu wyruszyliśmy, ujechawszy dalej od domu niż za pierwszym razem zastaliśmy taką samą sytuację tyle tylko, że tym razem znajdowaliśmy się bliżej pożaru. Helikopery z wodą krażyły nad ogniem.
Wyszłam z samochodu, robiąc zdjęcia i krótki filmik, czułam żar, widziłam nie tylko czarny dym ale czerwone jęzory ognia pomimo, że słońce ostro świeciło.
Od dzieciństawa, kiedy to późnym wieczorem palił się dom sąsiadki na naszej ulicy nigdy nie byłam tak blisko pożaru.
Postaliśmy tam godzinę, odechciało mi sie podróży wobec powyższej klęski i znowu zawróciliśmy do domu.  
Po przeciwnej stronie autostrady w stronę Port Albernii stały samochody jeden za drugim na odcinku 7 kilometrów.
Cóż z żywiołem się nie walczy. Wobec żywiołu jesteśmy małymi kruszynkami, często bezradni.
Dowiedziłam się pocztą pantoflową, że od kilku dni widać było mały dym, a więc już płonął las na górze ale służby przeciwpożarowe zlekceważyły więc za dwa dni pożar objął w swe władanie 20 hektarów a już następnego dnia roszalał się na ponad 100 hektarów lasu.
Długoletni mieszkańcy tych okolic powiadają, od 40 lat nie było w tym miejscu tak ogromnego pożaru.
Jest już weekend a droga wciąż zamknięta do Port Albernii a tym samym do Tofino.
Usuwane są skutki pożaru. Na szczęście ostatniej nocy i dziś padał obfity deszcz więc mam nadzieję, że doszczętnie zgasił ogień.
Nasze zdjęcie z Tofino tu zamieszczone to lipiec 2018 a więc trochę czasu upłynęło.

                                    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
                                                                                   Zofia