Autor szablonu: ArianadlaWioski Szablonów | Flower design by BiZkettE1 / Freepik

poniedziałek, 20 maja 2019

Joshua Tree National Park


 
Jest to jeden z moich ulubionych parków, na dodatek położony w niedużej odległości od naszego zimowego miejsca zamieszkania.

Największą atrakcją parku są oczywiście drzewa Joshua Tree czyli drzewo Jozuego (Yucca Brevifolla). Tak nazwali te drzewa Mormoni, którzy przybyli na pustynię Mojave w XIX wieku. 
Drzewa Joshua Tree mają kształtem przypominać modlącego się człowieka.

 


Właściwie to nie jest drzewo tylko bylina bo nie ma pierścieni wzrostu tak charakterystycznych dla określenia wieku drzewa. Pień i duże gałęzie wyglądają jakby zupelnie uschły jednak na końcówkach gałęzi znajduje się taka jakby mała zielona miotełka z igiełek.



Wjeżdzając do parku dostajemy mapę jak poruszać się po tym olbrzymim terenie. Park zajmuje przeogromny obszar ponad 3200 kilometrów kwadratowych. Są wytyczone scieżki, ktorymi można wejść w ten czy inny zaułek, przejść spory odcinek drogi w zależności od kondycji. Jest wiele wygodnych scieżek gdzie można wprowadzic wózek inwalidzki. Są też miejsca na posiłek ze stołami i ławeczkami, jest WC.

Dodatkową atrakcją parku są przepiękne, przeróżnie uformowane głazy. 

 

Można też zauważyć pozostałości starych tam, gdzie poszukiwacze złota przesiewali tu piasek w poszukiwaniu cennego kruszcu.

Żyje tu dużo gadów i innych zwierząt, które dostosowały się do małej ilości wody i wysokiej temperatury w lecie.

Wiosną trzeba uwazać czego dotyka się albo gdzie stawia się stopy aby nie spotkać się z wężami, które już wyspały się w czasie zimy i teraz chcą nacieszyć się słońcem i zregenerować swoje siły.

W parku można przenocować na campingu jednak nocleg należy wcześniej zglosić w zarządzie parku. Z pewnością będzie to niezapomniane przeżycie, spedzić noc na podziwianiu rozgwieżdzonego nieba i wsluchując się w ciszę nocy.

Ten park jest jedyny w swoim rodzaju. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Kalifornii.
Spędzilliśmy tu już 7 zim a dopiero w tym roku pierwszy raz zobaczyliśmy kwitnące drzewa Joshua. Tak więc przyroda zawsze oferuje nam coś nowego. Pierwsze drzewa zakwitły już w listopadzie ostatniego roku. W lutym i marcu kwitły prawie wszystkie.

Sami zobaczcie jakie mają piękne, wielgachne kiście.


Mówi się że jest to drzewo życia bo karmi wiele zwierząt tam żyjących. Kremowo-białe kiście jedzą wiewiórki, ptaki, sarny, antylopy. Nawet umarły pień jest schronieniem dla jaszczurek, mrówek czy skorpionów. Bardzo ciekawe są korzenie drzew, które sięgają głeboko, do 11 metrów w głąb ziemi. Natomiast same drzewa mogą osiągnąć nawet 15 metrów.

Osadnicy i żyjący to wczesniej tubylcy robili z tego drzewa koszyki, sandały i maty.


Jedno drzewo Joshua rośnie na naszym osiedlu, sąsiad sobie posadził przed domem i o dziwo pięknie wyrosło.

















W południowej części parku rośnie jeden rodzaj kaktusów Cholla. Całe wielkie połacie kaktusów! 
Mają bardzo gęsto osadzone ostre igły, więc lepiej nie zapuszczać się w gląb ani nie zbaczać ze ścieżki.


Jak to się dzieje że pomimo bardzo gorącego lata rośnie tu tak dużo kaktusów?

Otóż w tej części parku pod ziemią znajduje się skorupa skalna, która zatrzymuje wodę przez kilka dni po opadach i wtedy kaktusy zdążą zrobić sobie zapas na resztę suchych miesięcy.

wtorek, 7 maja 2019

Wiosna! Wiosna pełna radości i nadziei.

Wiosna! A my zajęci jak zwykle.

 

Przepiękne magnolie już przekwitają, ale za to cała gama innych kolorowych kwiatów pyszni się w ogrodach nadając im niezapomniany nastrój.

 
Dużo naszych przyjaciół, znajomych zaprasza nas teraz na party w ogrodzie. Nie widzieliśmy się przez calą zimę to chcemy pogadać o tym i owym. Ludziska napracowali s w ogródkach więc jest okazja aby pochwalić się pięknem i pogwarzyć wśród rozkwitłych kwiatów.


 
Bez i rododendron lub inaczej różanecznik rozsiewa wokół cudowny zapach. Wszędzie tulipany, azalie, pachnąca lawenda i tysiące innych kwiatów, trudnych do zapamiętania. Geranium czyli pelargonie czerwienią się wokół płotu. Kamelia to prawdziwa dama w doniczce ale dość kapryśna.



Zieloną trawę pokrywają kolorowe płatki opadające z ozdobnych czereśniowych drzew. W Brytyjskiej Kolumbii jest ich bardzo dużo, prawie przy każdej ulicy. Aż chce się żyć i być jak najdłużej na powietrzu. Słoneczne dni zapraszają na dalekie spacery. Nawet ptaki śpiewają swoje trele głośniej niż zwykle. Te piękne zdjęcia kwiatów zostały wykonane w ogrodach naszych znajomych. Tylko niektóre zdjęcia są z naszego poletka.



W sobotę byliśmy w węgierskim klubie na tańcach i przy okazji wygraliśmy bananowe drzewo. Przytaszczyliśmy do domu, przesadziliśmy do większej donicy, wystawiliśmy na zewnątrz i teraz czekamy na owoce bananowe. Ha, ha, ha – żartuję oczywiście.

poniedziałek, 11 marca 2019

Cruise wokół Meksykańskiej Riwiery czyli półwysep Baja i morze Corteza

"Mexicana, mexicana
To jest rumba, to taniec bez słów..."


Zapewne moje pokolenie pamięta tę piosenkę, którą spiewała Natasza Zylska.


Tym razem podzielę swoje opowiadanie na 2 części.


Pierwsza dotyczy rozrywkowego programu, który był ciekawy i interesujący w okresie naszego 10 dniowego pobytu na statku.


W telegraficznym skrócie
3 baseny na 15-tym piętrze do naszej dyspozycji, przy basenach na olbrzymim ekranie program rozrywkowy a wieczorem wyświetlane filmy. 
Na 16 tym piętrze duże przeszklone pomieszczenie do ćwiczeń z wszelkimi urządzeniami. Na tym samym pokładzie SPA.
Na 18-tym pokładzie dyskoteka każdego wieczoru. 
Oprócz tego na rożnych piętrach liczne bary z muzyką i tańcami. 


Część szóstego piętra, na srodku statku, jest połączona z siódmym i przeznaczona na teatr w ktorym odbywały się różne występy. Do tego 2 kasyna.
W kilku olbrzymich salach można było zjeść eleganckie sniadanie lub kolację serwowane przez kelnerów, a jeśli ktoś wolał nie czekać na obsługę, mogł wybrać sobie coś z bufetu, który był otwarty prawie przez cały dzień
Opcz tego hamburgery, frytki, parówki, kawa, lody dostępne o każdej porze. Na szczęście nie wszyscy wybierają się na cruise tylko po to aby jeść

Każdego dnia dopływaliśmy do innego portu w Meksyku i kto chciał schodził na ląd na caly dzień albo kupował dalszą wycieczkę aby zobaczyć wieloryby albo poywać z delfinami. My zwiedzilmy Cabo San Lucas, La Paz, Loreto i Puerto Vallarta, gdzie jest dom Elizabeth Taylor zakupiony dla niej w prezencie przez Richarda Burtona. Teraz znajduje się tam muzeum.

Princess „Ruby” kursuje po wodach od 2008 roku, a więc jest to w miarę nowy statek. W ogole linia Princess należy do jednej z bardziej popularych i obsługuje pasażerów od 1965 roku.




A teraz druga część opowiadania.

Chcę się skupić na organizacji całej imprezy i ludziach tam pracujących. 
Na każdym statku, a więc i na naszym zatrudnieni są ludzie niemalże z całego świata, a więc z Włoch, Austrii, Afryki Poludniowej, Rumuni, Serbii, Chorwacji, Filipin, Meksyku, Tajlanii, Chin, Indii i wielu innych z którymi nie miałam możliwości rozmawiać.

Kapitanem statku, a własciwie comandorem (wyższa funkcja niz kapitan) był Włoch Giorgio Pometa.

Każdy z pracowników ma przypiętą metalową wizytówkę z imieniem, nazwiskiem i krajem pochodzenia. Podobno pracował tam również Polak i jego meksykańka żona ale nie zdażyłam ich spotkać.

Większość zatrudnionych osób pracuje po 11 godzin na dobę przez około 7 miesięcy. Potem mają wolne 2 lub 3 miesiące i jadą do swoich domów. Po czym znowu wracają na statek.

Wykupując nasze wakacje obawialiśmy się dużych kolejek do windy (statek ma 18 pięter (my mieszkaliśmy na ósmym), na kolację, do wyjścia na miasto, do czekania na małe łodzie (tender) itd. To w końcu aż 3 tysiące pasazerów. Wyobraźcie sobie że 1/3 mieszkańców naszej gminy mieszka przez 10 dni na tym samym statku.







Na szczególną uwagę zasługuje fakt, iż na taki rejs mogą wybrać się ludzie

na wózkach inwalidzkich.

Jest statku jest wspaniała pomoc i opieka lekarska. Bagaże zabierane są spod drzwi kabiny i odbiera się je po wyjsciu ze statku. Tak więc żona lub mąż może zabrać swoją połówkę i wciąż mogą dobrze spędzic czas młode lata i podroże. Pokoje są zróżnicowane w metrażu i cenie. Można wykupić kabinę bez okna na dolnych pokładach lub pokój z balkonem na wyższym piętrze. Każdemu według potrzeb lub zasobności portfela.







W czasie dnia, kiedy statek stoi w porcie, pracownicy wykonują różne prace jak np. malowanie zewnętrznych scian statku, mycie okien itd.

Wewnątrz caly statek jest porządnie sprzątany codziennie.



W niektórych portach statek nie może dopłynąć do samego brzegu ponieważ jest za płytko, stoi wówczas w pewnej odległości od brzegu, a pasażerowie przewożeni są na brzeg małymi łodziami zwanymi tender


Płynąc taką łodzią udało nam się zobaczyć i sfotografować fokę, która doczepiła się do łodzi rybackiej bo wie, że za chwilę dostanie świeżą rybkę.




Po całodniowym zwiedzaniu, przed wejściem na statek przygotowane są mokre, małe ręczniki aby każdy mogł wytrzeć ręce z pierwszego brudu. Nastepnie sprawdzane są imienne karty i już można wejść z powrotem na statek i odpoczywać.

Każdego wieczoru do pokoju przynoszony jest obszerny program na dzień następny plus dwie czekoladki na dobranoc. Pokój jest sprzątany codziennie a łazienka dwa razy w ciągu dnia. Pościel zmieniana jest co 3 dzień.

Następna uwaga. 
Compania nie marnuje ani jednego dnia na przestoje. Tego samego dnia, którego Princess „Ruby” przywiózł nas z powrotem do Los Angeles, a my po śniadaniu opuścilismy statek, już po 10 rano zaczęto odprawę nowych pasażerów. O 16-tej zaś statek odpłynie znowu z taką samą liczbą podróżnych. W ciągu tych kilku godzin zostanie posprzątanych 1500 kabin, załadują produkty spożywcze na nastepne 10 dni oraz wiele innych artykułów o których nawet nie mam pojęcia.

Był to nasz pierwszy cruise wzdłuż wybrzeża meksykańskiej riwiery.

Było cudownie i czas tam spędzony pozostanie na dlugo w naszych sercach i pamięci.

niedziela, 17 lutego 2019

2019 urodzinowa impreza



W ostatnią sobotę urządziliśmy piękną imprezę urodzinową dla mojego męża. Świętowaliśmy nie tylko 80 rocznicę urodzin mojego męża ale także urodziny ośmiu innych lutowych jubilatów trochę młodszych, włącznie z najmłodsza 17-letnią sąsiadką. W imprezie uczestniczyło 17 osób. 

Było dobre jedzenie, część przygotowana przeze mnie a resztę  przynieśli zaproszeni goście ponieważ było to „potluck party” czyli mówiąc po polsku impreza składkowa. Dość często praktykowana forma przyjęć tutaj u nas. Każdy z zaproszonych gości przed imprezą porozumiewa się z organizatorami jaka potrawę ma przynieść. Tym sposobem domownicy są częściowo odciążeni.


Salon był pięknie udekorowany balonami i serpentynami. 
I tu nalezą się duże brawa  i podziękowanie mojemu synowi Arturowi, który specjalnie przyleciał z Toronto na tę uroczystość. Poświęcił mnóstwo czasu na dekoracje i w ogóle przygotowanie domu na imprezę jak również na skomponowanie fotoksiążki na prezent. 

Musującym winem potocznie zwanym szampanem  wzniesiono toast za wszystkich jubilatów.
Dobra muzyka, tańce i rozmowy do późnej nocy umilały czas. 
Punktem kulminacyjnym było polskie  „sto lat” i  dwa torty. Tort  Palvova zrobiony przez mnie i tort „Blackforest” kupiony w niemieckiej cukierni.

Odnośnie historii tortu Pavlova, który jest chyba najsłynniejszym tortem świata to zdania są podzielone skąd taka nazwa. Jedno jest pewne ze pochodzi od imienia rosyjskiej primabaleriny Anny Pavlovej, która będąc na gościnnych występach w Perth (Australia) poprosiła o coś lekkiego i wtedy kucharz z hotelu Esplanade zachwycony jej występem przygotował taki oto deser dla niej. 
Tort  zachwyca swa lekkością i smakiem.  Jest piękną ozdoba stołu. 

Do autorstwa tego tortu roszczą sobie pretensje także Nowozelandczycy. Do dzisiaj nie ustalono, w którym kraju zrodził się przepis ale to chyba nie ma większego znaczenia skoro ma niebiański smak i wspaniały wygląd.

sobota, 19 stycznia 2019

Wycieczka na Hawaje


Wycieczka na Hawaje


Zapraszam na wirtualną podróż na Wyspy Hawajskie. Aloha!  Czyli w języku hawajskim powitanie, cześć i dzień dobry! Właśnie w tym miesiącu mija 5 lat od naszej 20 dniowej morskiej podróży.


Wykupiliśmy te wycieczkę z okazji 75 rocznicy  urodzin mojego męża. Płynęliśmy 6 dni i nocy w jedna stronę z San Diego w Kalifornii na Wyspy Hawajskie.
Był to niezbyt duży statek Holand - America o nazwie Van Damme. Razem z załogą było nas około 2 tysięcy.

Mała ciekawostka - niektóre firmy zajmujące się tego rodzaju wypoczynkiem dają dużą zniżkę jeśli wakacje zamawiają 4 osoby znające się ze sobą.  Oczywiście każda para ma na statku własną, niekrepującą kabinę - pokój. My także skorzystaliśmy w tych zniżek i wybraliśmy się ze znajomymi. 

Oprócz bardzo smacznych posiłków i wieczornych występów czas upływał nam na zabawach tanecznych, oglądaniu filmów, słuchaniu klasycznej muzyki w wykonaniu polskich muzyków, na nauce hawajskiego, który składa się tylko z 12 liter: a, e, h, i, k, l, m, n, o, p, u, w i na podziwianiu pięknie tańczących hawajskich dziewcząt. Były różne konkursy, prezentacja biżuterii i artystycznych obrazów, które można było zakupić. Wszystkie te kameralne spotkania z reguły odbywają się przy lampce musującego wina na koszt ekipy prezentującej dany produkt. 
Na każdym statku jest basen z podgrzewaną wodą jak również jacuzzi.  

Był jeden bardzo późny bo o północy wieczór ze słodkościami. Przedziwne rzeźby w owocach i warzywach przedstawiające różne zwierzęta i kwiaty plus niebywale ilości przeróżnych ciast, ciasteczek i tym podobnych rzeczy.
Pogoda dopisywała a więc miło było pospacerować lub posiedzieć na zewnątrz.
A woda mieniła się błękitem z zielenią uderzając o rufę statku.

Moje myśli wysłane wiatrem uleciały do Polski z najlepszymi życzeniami dla moich wnucząt. Wydawało się, ze statek płynie w przeciwną stronę. Ciepły powiew wiatru zaplątał się w mój żółty szal. W oddali ocean błyszczał jasnością a zza lekkich obłoków Anioły spoglądały ciekawie. Czułam lekki zawrót głowy od pojedynczych kropel Oceanu Spokojnego.
Siedziałam na szóstym pokładzie z książką w ręku i nie miałam ochoty jej czytać bo tyle innych wspaniałości działo się wokół. Daleki, doskonale okrągły horyzont  i lazurowe niebo zanurzone w wodzie szumiało  swoje morskie pieśni. Nade mną olbrzymia kopula i tyle świeżego, przejrzystego, morskiego powietrza, którym tak lekko oddychać. Białe spienione fale mieszały się w szaleńczym obłędzie z reszta oceanu. Tak chwilo, proszę trwaj jak najdłużej. 

Czyste wyspy, piękna piaszczysta plaża, ciepła woda zapraszały na relaks. Pływaliśmy w fantastycznie w słonej wodzie.
W dzieciństwie często bawiąc się używaliśmy słowa „Honolulu” na przykład: pytano nas. Dokąd się wybieracie? Odpowiadaliśmy. Do Honolulu. Ta nazwa nic nam wtedy nie mówiła. Ot używało się jak wiele innych słów, zapewne usłyszanych od dorosłych. Nawet nie wiedziałam wtedy co to znaczy.

A po latach rzeczywiście dotarłam do Honolulu. Jest to duże miasto na wyspie Oahu, w sercu Hawaii. Blisko przepięknej plaży Waikiki pobudowane są wysokie budynki hotelowe.Szliśmy wzdłuż plaży aż do Królewskiego, Hawajskiego Hotelu boso, a ciepła, woda obmywała nasze stopy. Tam zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek delektując się  oryginalną wersja drinku ”Mai-Tai”.
Innego dnia byliśmy przy dymiącym wulkanie.

Odwiedziliśmy także Pearl Harbour. Na wodzie w pewnej odległości od brzegu pobudowano specjalny budynek-pomnik (Pacific National Monument) dla uczczenia żołnierzy Armii Amerykańskiej, którzy zginęli rano 7 grudnia 1941 roku zaatakowani niespodziewanie przez armie japońską. 
Na wyspie Kona można było kupić sobie prawdziwa perle wydobyta w naszej obecności z muszli. Nie wspomnę o egzotycznych kwiatach i barwnych strojach.