Autor szablonu: ArianadlaWioski Szablonów | Flower design by BiZkettE1 / Freepik

piątek, 22 stycznia 2021

Wywiad z sosną

Dzień dobry sosenko.
Czy masz ochotę porozmawiać ze mną?

Chętnie

Czy mogę zwracać się do ciebie "moja piękna"?
Jak najbardziej, jeśli sprawi ci to radość.

Kto ciebie wyhodował?
Wyhodowała mnie Mateńka Ziemia nasza czarna.

Już minęło ponad 7 lat odkąd ujrzałam cię pierwszy raz.  Pokochałam od pierwszego wejrzenia. Uprzyjemniasz nam życie całymi dniami, szczególnie wtedy gdy pogoda nie pozwala na długie spacery. Rano odsłaniając zasłony, moje  oczy cieszą się twoim widokiem. Jedząc śniadanie obseruję ptaki wyfruwajace z twojej korony.
O, jak miło mi to słyszeć.

Nie wiem dokładnie ile lat tu rośniesz i kto ciebie tu posadzil?
Czy kompania pracująca w naszym osiedlu, która dogląda  roślinności czy może poprzedni właściciel?
Zadajesz mi mnóstwo pytań Zosiu. Odpowiem pomału bo drzewa nie są takie szybkie jak ludzie.
Mam niecałe 20 lat a posadził mnie tutaj dobry człowiek i tak sobie rosnę  samotnie bo moje siostry daleko.


Czy nie czujesz się osamotniona?
Czasami, szczególnie wtedy kiedy opuszczasz mnie na całą zimę.

Przykro mi to słyszeć ale  tej zimy jestem blisko ciebie i codziennie podziwiam jak pięknie rośniesz. Jaką masz rozłożystą koronę. Ile towarzystwa mieszka w twoich ramionach - gałęziach, łącznie z koliberkiem.
Tak, wiem, bo jest Covid19 i lepiej zostać w domu, niż włóczyć się po świecie.

Wiem, że drzewa są istotami społecznymi tak jak ludzie bo razem łatwiej sobie radzić.
Tak, to prawda pomagamy sobie wzajemnie tworząc razem eko-system. Moimi sąsiadami są tuje, nasze korzenie prawie dotykają się, ale nie przeszkadzamy sobie. Wspieramy się.

Mam nadzieje, że wiesz iż lubię świeże powietrze?
Tak, wiem i ja lubię.
Czasem niedobrzy ludzie parkują pod moimi gałęziami samochód i wówczas z rury wydechowej wydobywa się potworny smród z którym muszę uporać się przez wiele godzin.
Tak, tak, niektórzy ludzie bywają bezmyślni i sami dla siebie zgotują zagładę.

Wiem, moja piękna i mnie to także wkurza. Wydaje mi się, że to zwykłe lenistwo, nie chce im sie przejść kilka metrów od parkingu. Obiecuję walczyć z tym dla naszego wspólnego dobra.
Dziękuję. Trzymam cię za słowo.

Nawet nie wiesz ile radości sprawiasz swoją obecnością nam i najbliższym sąsiadom. Zwłasza temu starszemu nauczycielowi, który od 2 lat  jest przykuty do łóżka. Rodzina postawiła jego łóżko bliżej drzwi balkonowych i teraz może on obserwować nie tylko daleką przestrzeń i wodę ale także całe towarzystwo, które mieszka u Ciebie.
Ptaszki igrają cały okrągły rok. Koliberek ma  nadmetraż i własną prywatną restaurację na balkonie tego chorego człowieka (specjalne naczynko ze słodką wodą) dlatego tej małej kruszynce nie straszna  zima ani nawet deszcz. Jest szczęśliwy w moich opiekuńczych ramionach.
Jest mi przyjemnie żyć  wśród ćwierkającego bractwa i cieszę się dając im schronienie.

Czy zauważyłas "moja piękna" jak ptaszki zaczynają głośniej ćwierkać i przekomarzać się ze mną gdy jestem w pobliżu ciebie.
Moja dusza raduje się, że mam  przyjaciół bo drzewa też mają  duszę. Miło mi jak przytulasz się do mnie,  jak odbywasz swoje codzienne 5 minutowe sesje przy mnie. Przekazuje Ci dobrą energię , którą posiadam: leczę bóle głowy, zaburzenia  krążenia i reumatyzm, wzmacaniam układ odpornościowy i pobudzam organizm do regeneracji.
Prócz tego daje Ci wiele sygnałów, żę tu jestem.
Wydzielam żywiczny zapach z którego ludzie robią olejki eteryczne, zrzucam  szyszki i igiełki na ziemię szczególnie dużo kiedy wiatr pomaga mi w tym. Lubię  jak siedzisz pod moimi ramionami i czytasz swoje ulubione ksiażki.
 

Czy jesteś szcześliwa?
Tak. Ubóstwiam słońce, które  ogrzewa mnie wczesnym porankiem i jak deszcze myją mnie. Jestem wysoka więc widzę dęby, klony, jesiony nawet na sąsiedniej ulicy. Pozdrawiamy się o brzasku.
Teraz jest zima  tkwię w stanie  uśpienia, odpoczywam. W grudniu przez 24 godziny byłam okryta białym puchem. Moje witalne soki krążą wolno. Wyczekuję wiosny.


Ja również czekam na wiosnę.
Zosiu dam Ci jeszcze jedną radę. W maju jak wypuszczę  młode zielone  pędy proszę nazrywaj ich i zrób sobie syrop sosnowy. Przyda Ci się nie  tylko na ból gadła i kaszel. Można go także pić nawet jeśli nie jesteś chora, wzmocni  organizm,  co jest ważne szczególnie teraz w czasie Covid19. Zamiast szpikować się wszelkimi informacjami na temat pandemi lepiej zadbac o relax a  organizm sam nie dopuści do infekcji.

Właściwie całe życie służysz człowiekowi.
Tak, to prawda bo kiedy mnie w końcu zetną to zrobią ze mnie meble  przyjazne dla człowieka nie zbiera się na nich kurz a moje drzewo ma właściwości antybakteryjne.
 
Dziękuję ci za rozmowę moja piękna. Sprawiłaś mi ogromną radość.

czwartek, 10 grudnia 2020

Święta Bożego Narodzenia w czasie pandemii

Te najpiękniejsze święta w obecnej sytuacji nie będą aż tak radosne na całym świecie ja zwykle w powodu Covid19.
To bardzo trudny czas dla nas wszystkich.
Niemniej możemy postarać się aby je nieco rozjaśnić, rozweselić na tyle na ile możliwości pozwalają.


I tak w naszym osiedlu już od początku grudnia mieszkańcy pozawieszali  wokół domów na krzakach, na drzewach bombki i kolorowe lampki, które rozświtlają długie ciemne, deszczowe wieczory i robi się radośniej na duszy patrząc na ciepło migocących światełek.

Jeśli zamawiamy jakieś zakupy przez internet to lepiej popierać miejscowy bisnes, który i tak ucierpiał.
Rodzina jak nie może spotkać się razem, to przynajmniej można umowić się na wspólną wigilię lub małe party przed komputerem, ipadem albo telefonem. Tak samo możemy spotkać się z przyjaciółmi czy znajomymi. Jak to dobrze, że w tych trudnych czasach mamy przynajmniej tak rozwiniętą technologię.

Wyobraźcie sobie jak by wyglądało nasze życie gdyby ta pandemia zdarzyła się 50 lat temu. Wówczas byłoby prawie zero komunikacji między rodziną, ludzie nie mogliby pracować z domu. A tak moje wnuczki to nawet zadowolone, że nie muszą wstawać o 6 rano aby wyszykować się do szkoły tylko o 8 i mogą uczestniczyć w lekcjach w pidżamach.
Zawsze trzeba znalezć jakieś pozytywne strony nawet w tych ciężkich czasach.

Tak więc podtrzymujmy świąteczne tradycje przystrajając nie tylko drzewko choinkowe w domu i ozdabiając okna gwiazdkami śnieżnymi ale także przygotowując świąteczne przysmaki.

Pieczołowicie przechwuję mała, piękną, symboliczną  szopkę którą dostałam chyba z 15 lat temu na wspólnej wigili w Izabelinie tam gdzie mieszkałam i pracowalam przez 22 lata.

Mówiąc o ozdobach choinkowych muszę w tym miejscu pochwalić się iż dwa lata temu dostałam w prezencie od mojej serdecznej koleżanki ze szkolnej ławy Janeczki Rajkowskiej (niestety nie ma jej już wśrod nas, niech spoczywa w spokoju) śnieżnobiałe bombki wykonane przez Nią na szydełku) jak rownież  Mikołaja.

To wspaniały pomysł aby ubrać choinkę takimi ozdobami lub innymi z kolorowego papieru i tektury zwłaszcza tam gdzie są małe dzieci i chcą dotknąć każdego świecidełka a bombki ze sklepu mogą wyrządzić krzywdę maleństwu.
Pamiętam tak przystrojone drzewko przez moja córkę Dorotę kiedy wnusia była mała.

Dużo ludzi potrzebuje pomocy i jeśli podzielimy się z sąsiadem dobrym słowem czy zrobimy zakupy to także nam będzie miło, że komuś w potrzebie pomogliśmy. Miło widzieć czyjąś radość w oczach  i słyszeć brzmienie głosu bo uśmiechu nie zobaczymy przez maseczkę.

A dla kogoś bliskiego w domu starców możemy przygotować adwentowy kalendarz a pielęgniarka w domu opieki pokaże jak się z tym obchodzić i nie muszą to być koniecznie słodycze. W niektórych kieszonkach może znalezć się zdjęcie z młodości danej osoby a w innym dniu fotografia dzieci czy wnuków.


Ten czas i tak jest najtrudniejszy dla osób samotnie mieszkających lub przebywających w domach opieki, którzy często nie potrafią korzystać ze zdobyczy nowej technologii.
W rożnych krajach świętują nieco inaczej.
Tak więc nie będę pisać o Polsce o piernikach, makowcach czy wigilijnych śledziach bo to wszyscy znamy.

Prawie we wszystkich krajach ludzie przygotowują prezenty dla dzieci, dla rodziny czasem dla przyjaciół.
Najmłodsi piszą listy do Mikołaja co chciałyby otrzymać w prezencie. Zawsze najbardziej smutne są listy w których biedne dziecko prosi "o nowe buty, spodnie itd."

W Polsce najważniejszy dzień to wigilia i spotkanie rodziny przy kolacji i dzielenie się opłatkiem. Po wieczerzy wszyscy idą pod choinkę śpiewać kolendy i rozpakować przezenty. Dzieci bawią sie nowymi zabawkami a rodzice mają chwilkę odpoczynku.

W tym roku będzie inaczej może poważniej, smutniej ale nie traćmy nadzieji, która umiera ostatnia że wkrótce nadejdzie lepszy CZAS.


Na zachodzie najważniejszy jest pierwszy dzień świat. Z samego rana dzieci biegną pod choinkę poszukać swoich prezentów a rodzice mogą dłużej pospać.
W pierwszy dzień świąt pod wieczór jest obiad rodzinny składający sie głównie z nadziewanego, pieczonego indyka, brukselki, słodkich ziemniaków w  Polsce nazywanych bataty.
Na Florydzie i w Kalifornii śmiesznie wygladają bombki na kaktusach i plastikowe nadmuchane bałwany. Nie ma śniegu.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenie i zbliżającego się Nowego Roku życzę wszystkim czytelnikom dużo zdrowia, pogody ducha i przetrwania trudnego czasu oby życzenia i święta w przyszłym roku wygladały bezpieczniej i radośniej!

Pozdrawiam serdecznie.                



sobota, 24 października 2020

2020 jesień


Z czym Wam się kojarzy jesień?

Mnie z różnościami:
z całą gama kolorów, tańczącymi liśćmi na wietrze, z dostatkiem, z babim latem, z grzybobraniem, z tajemniczą mgłą,  z przejściem na emeryturę, z chryzantemami, z liliowym wrzosem, z odlotem ptaków, z przygotowywaniem przetworów na zimę, z pamiecią bliskich nam osób, którzy odeszli z tego świata, z brakiem słońca i w końcu z deszczem, porywistym wiatrem, ciemnymi groźnymi chmurami i czasami z grypą.
A w Kanadzie jeszcze z Halloween pod koniec pazdziernika i dyniami.
Z początkiem września już zaczyna pachnieć jesienią, jeszcze lato walczy, ale z każdym dniem coraz słabiej.

Zbliża się zrównanie dnia z nocą i w końcu nadchodzi oficjalny, pierwszy dzień jesieni.
Jesień to prawie wszystkie  kolory, od złota, ciemnej żółci po czerwień, rdzę, brunat, wszelkie odcienie brązu a nawet granat. Tak, tak  złota  jesień jest przecudna, zachwyca każdym kolorem.
Jak miło wybrać się na spacer w słoneczny dzień tam gdzie pełno liściastych drzew: klonowych, dębowych, kasztanowców, brzóz, sumaków i innych przeuroczych.

"Chryzantemy złociste w kryształowy wazonie stoją na fortepianie..." - pamiętacie tę piosenkę z 1937 roku? Śpiewał Janusz Popławski.
Niektórym te kwiaty kojarzą się tylko z Dniem Wszystkich Świętych. A przecież są to śliczne kwiaty dające dobrą energię. Zawsze mam je w swoim ogrodzie, a kiedy rozkwitną zrywam do wazonu.

Nagle zupełnie nieoczekiwanie, czasem bez zapowiedzi wraca na kilka dni ciepło i słońce. Mówimy wówczas "babie lato". Snują sie nitki babiego lata ...
Obraz Józefa Chełmońskiego "Babie Lato" nie ma sobie równego, prawda?
W Kanadzie mówimy na te ciepłe dni "Indian Summer".

My Polacy jesteśmy grzybiarzami. Lubimy przemierzać dziesiątki kilometrów brodząc w leśnych gęstwinach w poszukiwaniu pięknych okazów. Przy okazji  podziwiamy mgłę wtuloną między drzewa, czasem wiewiórka smyrgnie z gałęzi na gałąz, spod krzaka ucieknie przestraszony zając a jeśli jesteśmy szczęściarzami to spotkamy sarenki albo jelonka lub zobaczymy klucz odlatujacych gęsi i usłyszymy ich nawoływanie. A może zobaczymy sowę śpiącą na drzewie tak jak mnie się udało. Pierwszy raz w życiu widziałam sowę z tak bliskiej odległości. Za sarenkami nie muszę nigdzie ganiać bo same odwiedzają nas w naszym osiedlu.

Ta pora roku kojarzy mi się z odejściem na emeryturę, z odpoczynkiem, z radością bo pojawia się w nas radość. Sprawy, które kiedyś wydawały się dramatem z perspektywy czasu stają sie mało istotne. I to jest najpiękniejsze w starości. Może już nie mamy tali "osy" ale czujemy się wolne, spełnione. Nie przeszkadza nam za długi nos czy piegi.

Nie musimy każego dnia wygladać super. Starość może być pogodna i szcześliwa bo to nie wiek to wybór. Ja wybieram życie, bo ma tysiące barw i odcieni.
Nie muszę wstawać rano, nie muszę spieszyć się. Do południa mogę pochodzić w pidżamie, mam czas spokojnie wypić kawe, pogimnastykować się, pojść na spacer, zająć się tym co lubię robić. Może ciepły szalik na drutach albo serwetka na szydełku. Wieczorem ciekawy film, albo książka dawno temu odłożona na pózniej. Może znajdziemy czas odwiedzić przyjaciół, uciąć sobie niezłą pogawedkę przez telefon.
Powtórzę za Lucy Montgomery z "Ani z Zielonego wzgórza": "jak to dobrze, że jest pazdziernik przed listopadem i kobierzec kolorowych liści..."
I tak trwamy w pazdzierniku czyli w póznej młodości aż nadchodzi listopad.

Dni krótkie coraz szybciej umykają nam. Ten czas dla mnie kojarzący się z bardziej zawansowanym wiekiem czyli po 80-tce. Zaczynamy poruszać się wolniej, wyciszamy się. Patrzymy przez okno w siną dal. A tam  także jest szaro i szmutno i deszczowo i zimno przejmujące do kości. Przypomniała mi się piosenka mojej młodości "Liliowy wrzos" śpiewała Regina Bielska.

W Kanadzie ostatni dzień pazdziernika to Halloween. Jest to takie "straszące" plastikowo-dyniowe swięto, kiedy ludzie wycinają otwory w dyniach i stawiają te ozdoby przed frontowymi drzwiami swojego domu.W środku dyni zwykle pojawia się światełko. Ten symbol ma odstraszać złe duchy. Zaś krzewy i  drzewa na swojej posesji domownicy ubierają w pajęczynę i inne strachy na przykład kościotrupy i  wiedzmy.

Ludzie w tym dniu przebierają się za kogoś innego i w normalnym czasie kiedy nie było epidemi organizują party. Dzieci także przebierają się i idą po zajęciach szkolnych zbierać słodycze od sąsiadów.
Zdaje sie, że to święto już zawędrowało do Polski?

A w Polsce kupujemy w tym czasie znicze i chryzantemy złociste aby zanieść na cmentarz na groby naszych bliskich.
W tym roku ze wzgędu na Covid19 będzie inaczej. Cmentarze zamknięte ale to nie znaczy, że mamy się złościć z tego powodu albo smucić.
Postawmy w domu fotografie bliskich nam osób i zapalmy świeczke czy lampkę w ten szczególny dla nas dzień. W końcu i tak najważniejsza jest modlitwa i pamieć o nich.

Listopadowa mgła otula wszystko. Być może pokaże się szron? Poranek nie wygląda zachęcająco. Nie pozwolmy aby zapowiadany deszcz  popsuł nam dzień. Wychodząc na dwór musimy uważać bo może być ślisko.
Lepiej zostać w pieleszach domowych i posłuchać ulubionej muzyki, powspominać młode dobre lata, oglądając fotografie a do jedzenia wyjać cokolwiek z zamrażarki.
Starość nie jest problemem. Liczy się zadowolenie z życia. Nie ma sensu walczyć z wiekiem. O wiele łatwiej żyć akceptując i doceniajac to co mamy. A mamy całkiem sporo bo i dach nad głową i kawałek chleba i przyjaciół.
Nauczmy sie cenić to co mamy.


Pozdrawiam serdecznie.

piątek, 25 września 2020

2020 Wrzesień - Chemainus

Nie wiem czy na świecie jest druga taka miejscowość w której stałych mieszkańcow jest zaledwie 3 tysiące ale za to jest aż  53  mural czyli olbrzymie malowidła na ścianach budynków.

Jak mieszka się blisko tak atrakcyjnej miejscowości, otulonej lasem, położonej nad zatoką oceanu spokojnego na wyspie Vancouver to wyjazd odkłada się z dnia na dzień na pózniej bo to niedaleko więc póki jesteśmy młodzi (ha ha) jak mówi mój mąż to trzeba zaliczyć to co trudniejsze i dalsze.

Kilka dni temu znajomi z Vancouver zrobili sobie tygodniową  wycieczkę na naszą wyspę. Zarówno nasza druga para znajomych jak i my przyjaznimy się z nimi a więc poczuliśmy sie gospodarzami, chcąc im pokazać co ciekawsze obiekty.
Na sobotę Irena uknuła taki plan, że wszyscy przychodzimy do nich czyli Ireny i Steva na lunch a potem jedziemy do Chemainus. Posiłek urozmaicony, wyśmienity, znakomicie  przygotowany przez Irenę. Dziekujemy Ci.
Humory dopisywały. Po lunchu mieliśmy mały tour obejrzenia obrazów Stephen Hynes. Naprawdę ma przyzwoitą kolekcję. Wielu podziwia jego prace, które często wypożycza do museum. Maluje już 55 lat. Emanują spokojem i radością. Lubię szczególnie te przedstawiające  piękno naszych najbliższych okolic, wody. Zamieszczam dwa z kolekcji. Jeśli chcecie zobaczyć wiecej  obrazów zapraszam na jego stronę Nanaimo Art Stehen Hynes.

Podróż z Nanaimo do Chemainus trwała tylko pół godziny.
Co prawda pod względem pogodowym nie był to najszcześliwy dzień na wyjazd ponieważ poprzedniego dnia pożar na południu Nanaimo jak również od kilku dni trwający w USA w stanie Washington zanieczyścił powietrze. Niebo zlało się z ziemią i już trzeci dzień wyglada jakby był listopad. Dym drażni oczy. Nie mniej nie mogliśmy odłożyć  wyjazdu.
A tam w Chmainus miła niespodzianka. Pomimo, że brak Słońca to pachnie lasem konkretnie cider (zapomniałam jak po polsku nazywają się te krzewy).
Jest to bardzo urocza, maleńka miejscowość.  
Od 1858 roku lokalna ludność trudniła się dostarczaniem drewna konkretnie olbrzymich bali.

Była rownież aktywna kopalnia węgla. Zajmowano się także łowieniem ryb.
W tym czasie przybyło tu wielu chińskich emigrantów. Pracowali także przy budowie Highway 1 która prowadzi z Victorii stolicy BC w poprzek Kanady aż do Nowej Szkocji czyli z zachodu na wschód od oceanu Spokojnego aż do oceanu Atlantyckiego. Potem dołączyli emigranci z Japoni, Indii, Niemiec i Szkocji szukając szybkiego wzbogacenia się.
Z czasem zaprzestano dostarczania drewna i obawiano się, że miejscowość wyludni się z powodu braku jakiegokolwiek przemysłu.

I wtedy zaczęło się malowanie olbrzymich malowideł na ścianach budynków, po agielsku mural.
W sumie jest ich aż 53!!!
Jest to światowej sławy galeria malowideł na zewnątrz. Czyż to nie wspaniałe wynieść sztukę na ulice? Sztuka za pomocą obrazu przemawia do największej liczby odbiorców.

Historia murali jest długa i barwna. Pierwsze pojawily sie 100 lat temu w Ameryce Łacińskiej. Do najsławniejszych należą meksykańskie.
Dużo ludzi nie umiało czytać w tym czasie  a taki obraz w miejscu publicznym niósł głębokie przesłanie społeczne szczególnie po rewolucji.
Najsłynniejszym meksykańskim artystą był Diego Riviera.
W Chemainus tych dzieł dokonali znakomici artyści.

Przedstwiają sceny z życia mieszkańców między innymi wolutariuszy przy pracy, spławienie wielkich bali, pocztę, zakończenie wojny i wiele, wiele innych.
Zobaczcie sami jakie piękne.

Tym sposobem ta miejscowość przekwalifikowała się na  turystyczną. Są tu również kawiarenki, lodziarnie, restauracje, galeria obrazów, muzeum i jak najbardziej B&B . Mieszkańcy chętnie wynajmują pokoje ze śniadaniem dla ludzi spragnionych odpoczynku w ciszy i blisko natury.
Jest nawet teatr z prawdziwego zdarzenia na 287 miejsc. Bilety wcale nie takie tanie  bo po $200  ponieważ wliczony jest obiad przed spektaklem. Teraz oczywiście zamknięty ze względu na COVID 19.

A jeśli już jesteśmy przy tym ciekawym temacie to jeszcze dodam że wśród 20 najbardziej efektownych murali  świata dwa znajdują się w Polsce.
Jeden w Łodzi przestawiający serce z którego wyrasta drzewo, nad koroną którego jest oko a po obu stronach motylki chroniące serce bardzo wymowna praca a drugie w Bobowa przedstwia koronkową serwetę.

Na zakończnie przenosimy się do małej miejscowości, do podwarszawskiej gminy Izabelin gdzie powstało pierwsze malowidło na ścianie budynku we wsi Truskaw upamiętniajace walki w czasie ostatniej wojny.


Pozdrawiam serdecznie.









sobota, 5 września 2020

Wschodnie prowincje Kanady

Miesięczny wyjazd do Atlantyckich prowincji w 2001 roku. 

W połowie sierpnia wyruszamy motor-home na wschód Kanady.
Będziemy mieszkać na  campingach, zwiedzać miasta i podziwiać fantastyczne krajobrazy bo wschodnie prowincje to przede wszystkim wspaniałe widoki z malowniczą linią brzegową. Wiele dróg wiedzie tuż przy oceanie i widoki są rzeczywiście nieziemskie. Pełno małych wiosek i kolorowych miasteczek, które wyglądają tak jakby czas zatrzymał się dobre kilkadziesiąt lat temu.

Na pierwszy ogień idzie Qubec, francuska prowincja, której stolicą  jest półmilionowe miasteczko o tej samej nazwie Qubec. Liczy około poł miliona mieszkańców i jest drugim co do wielkości miastem po Monteralu. Znakomite położenie  przy rzece (ang. St. Lawrence river) czyli rzece Świętego Wawrzyńca i jej dopływami.
Najbardziej rozpoznawalne miejsce  miasta to luksusowy hotel w zamku Chatean Frontenac z restauracją. Zamek ulokowny jest na wzniesieniu z którego rozciąga się przepiękna panorama. Jest to najlepsze miejsce do robienia zdjeć a hotel jest chyba najczęściej fotografowanym obiektem.  Jedna noc w tym   hotelu - zamku to cena ponad $500.

Niepowtarzalna starówka z dobrze utrzymanymi kamieniczkami z cegieł, wąskie uliczki, artyści  sprzedający swoje obrazy. Lubię takie klimaty. Naprawdę magiczny świat, przypominający europejskie miasteczka.


Po dwóch dniach w Montrealu jesteśmy w dalszym ciągu we francuskiej prowincji Qubec. Idziemy zwiedzić kościół Bazylikę Notre -Dame. Jest to najpiękniejszy i najstarszy kościół kraju klonowego liścia i pierwszy w Kanadzie podniesiony do rangi bazyliki mniejszej przez Piusa IX w 1874 roku. Bardzo bogaty wystrój, naprawdę godny obejrzenia aż dech zapiera. Panuje tam niesamowita atmosfera modlitwy, skupienia.

Resztę Montrealu planujemy zwiedzić w powrotnej drodze. To już prawie koniec lata a wiadomo, że Atlantyk nie jest taki łaskawy jak Pacyfic. We wschodnich prowincjach Kanady wcześnie zaczyna się zima.

Następna prowincja którą zwiedzamy to Nowy Brunszwik ( ang. New Brunswick ) ze stolicą w Saint John i rzeką o tej samej nazwie która wpada do oceanu Atlantyckiego konkretnie do zatoki Fundy (ang. Bay of Fundy). Początek tej rzeki zaczyna się w USA w stanie o nazwie Maine.
Pojechaliśmy tam specjalnie z dwóch powodów:
1) aby zobaczyć zawracającą rzekę (ang. reverse water) w St. John czyli jak woda w rzece płynie w górę rzeki, oczywiście nie zawsze tylko przez określony czas każdego dnia kiedy przypływ pcha wody w górę rzeki. To  niesamowite  zjawisko gdy woda w  rzece  Saint John raz płynie w jedną stronę a po 6 godzinach płynie w odwrotną czyli pod prąd.
W tym czasie miesza się 200 tysięcy milionów ton wody.
Właśnie tutaj w Bay of Fundy jest najwyższy odpływ i przypływ oceanu każdego dnia! Oczywiście częściowo uzależniony od pory roku i Ksieżyca. I tak raz w miesiącu kiedy Ksieżyc jest najbliżej Ziemi wtedy jest najwyższy odpływ i przypływ dochodzący do 13 metrów wysokości ponieważ ujscie do zatoki jest dość wąskie i kiedy jest przypływ wlewa się tam tyle wody, że poziom jest wyższy niż w oceanie.
"hight tide" czyli przypływ wody "low tide" czyli odpływ wody.
Jest to nieziemski cud natury kiedy przed oczami około godziny 16-tej widzi się jak woda w rzece płynie w jedną stronę a za chwilę w drugą! I to dość daleko, daleko kilka kilometrów. Oczywiście jak już obniży się napór wody z oceanu to z powrotem woda wraca i płynie swoim normalnym nurtem aż do następnej wysokiej fali czyli do jutrzejszego dnia.
2)W czasie odpływu oceanu osłaniaja się  w zatoce dość duży obszar ziemi  i wtedy widać mokre skały, normalnie ukryte w wodzie. Turyści schodzą na dno oceanu, spacerują, podziwiają, robią zdjecia, wymieniają komentarze.  Czyż to nie interesujący cud natury! Chodzić po dnie, czuć  najprawdziwszy zapach oceanu! Dotykać skał, które jeszcze kilka minut temu były całkowicie zanurzone w słonej wodzie.
Jesienią przylatuje tu 2 miliony ptaków tak zwanych ‘Sandpiper”, które urządzają sobie małą przerwę w podróży aby porządnie odżywić się przed długą drogą na południe dokąd  odlatują na  zimę. Dwa razy  w ciągu dnia ocean cofa się daleko w głąb i wtedy jest” low tight", czyli odpływ. Widać  przeogromne obszary odsłoniętego dna oceanu bez wody gdzie jest mnóstwo smacznego morskiego pożywienia. Jeden ptak potrafi zjeść w ciągu dnia ponad  100 krewetek. Cała wolna przestrzeń zajęta jest przez Sandpipery. Czasem są tak objedzone, iż nie mają siły pofrunać dalej. Muszą poczekać z dzień lub dwa aż strawią połknięty pokarm. 

My też niezle poszaleliśmy sobie z kolacjami bo kraby z oceanu były wyjątkowo smaczne i co najważniejsze swieżutkie.

Łodzie rybackie i wszelkie inne łódki przymocowane są na wysokich palach i wraz ze zmianą poziomu wody "kursuja " do góry lub na dół.

 Niedaleko St. John przejechaliśmy po  najdłuższym krytym moście. Tak, tak zimy na wschodzie Kanady są długie i ciężkie a więc taki zadaszony most to wygodna droga w okresie zimy bez oblodzenia i cieżkich opadów śniegu.

Peggy Cove to naprawde przeurocza rybacka wioska znana w całej Kanadzie a nawet poza z gładkimi, wielgachnymi jak poduchy kamieniami i małą czerwoną latarnią morską.
 Ach jak miło  przeskakiwało się z jednego olbrzyma na drugi. Kamienie takie gładkie, wypucowane, wyszlifowane słoną wodą, wysoką, często bardzo gniewną falą i szmatem czasu.
Widoki są tak malownicze iż artyści upodobali sobie to miejsce do malowanie obrazów.

Będąc w pobliżu miejsca w którym wydarzyła się tragedia 2 września 1998 roku pojechaliśmy złożyć hołd ofiarom i zobaczyć monument upamiętniający  fatalny wypadek.  Otóż tego feralnego dnia samolot szwajcarsch linii lotniczych 111 leciał z Nowego Yorku do Genewy. W pobliżu Halifax spadł do Oceanu Atlantyckiego z powodu pożaru, który bardzo szybko rozprzestrzenił się w samolocie i wymknął spod konroli  załogi. Zginęlo 229 osób plus załoga. Do miedzynarodowego lotniska w Halifax zostało im tylko 8 kilometrów. Wierzcie mi, że miejsce gdzie stoi monument jest naprawdę urzekające jakby kpiło sobie z wydarzonej tam tragedii.

Muzeum w Halifax jest imponująch rozmiarów, pełno różnych modeli canoe.
Nastepnego dnia dzień był pochmurny, nawet siąpiło nieco ale szczęście dopisywało nam i weszliśmy jeszcze na yacht-żaglowiec Blunose numer 2
Pierwszy został zbudowany w 1921 roku w Nowej Szkocji (prowincja Kanady) i jest jej symbolem. Był przeznaczony do łowienia ryb. Okazało się jednak, że przy rozwiętych  żaglach jest bardzo szybki a wiec używano go do międzynarodowych wyścigów pod dowództwem Angus Walters i tak wraz z załogą zdobył dwukrotnie pierwsze miejsce w w okresie dwudziestolecia miedzywojennego  przed yachtem USA. Yacht pracował  do 1946 roku. Zatopił się blisko Haiti. Nawet w 1929 roku Kanada wydała serię znaczków pocztowych z wizerunkiem Blunose.
Blunose numer II zbudowano w 1963 roku i my  zwiedziliśmy właśnie  replikę.
Do tej pory na kanadyjskiej monecie 10 centowej na revers jest symbol żaglowca Blunose.

Przebywając na wakacjach w Nowym Brunszwiku trudno nie odwiedzić bardzo słynnego "Magnetic Hill" w Moncton.  Cóż to jest?
To Wzgórze Magnetyczne, przykład wzgórza grawitacyjnego, rodzaj złudzenia optycznego tworzonego przez wznoszący się i opadający teren.
To rzeczywiście magiczne miejsce. Jadąc samochodem z góry kiedy nie hamujemy odnośmy wrażenie jakbyśmy  jechali pod góre. Wizualna iluzja wykreowna na drodze kiedy nie widzimy horyzontu zasłoniętego drzewami.

W powrotnej drodze postój wypadł na campingu blisko Montrealu. Tam przenocowaliśmy. Zostawiwszy motorhome,  małym osobowym samochodem udaliśmy się do Monteralu. To było 10 września 2001 roku. Specjalna objazdowa wycieczka pomogła nam więcej zobaczyć  w krótkim czasie. Między innymi była okazja aby podziwiać stadion na którym odbyły się igrzyska olimijskie w  1976 roku. Wówczas polscy spotowcy przywiezli aż 26 medali. To był bardzo dobry rok dla biało-czerwonych.
Na noc wróciliśmy na camping. 

Następny dzień czyli 11 wrzesień też był przeznaczony na zwiedzanie miasta.
Obudziliśmy sie przed 8 rano i ja poszłam wziąć prysznic w łazience dostępnej dla wszystkich turystów. Wróciwszy zobaczyłam że mój mąż wpatruje się w TV  więc mówię do niego.
Zamiast przygotowywać się do wyjazdu to ogladasz film?
On na to: "To nie film, to rzeczywistość. Właśnie upadła jedna z dwóch blizniaczych  wież Worold Trade Center w Nowym Yorku."  Za chwilę na naszych oczach wpatrzonych w ekran TV runęła druga wieża, uderzona uprowadzonym  samolotem.
Wszyscy pasażerwie uprowadzonych samolotow zginęli, jak również ludzie, który byli  w budynkach.
11 września około godziny 9 rano czasu lokalnego USA 4 zamachy terrorystyczne przeprowadzone na terenie Stanów Zjednoczonych pozbawiło życia 3 tysiące ludności. Zginęło rownież wielu strażaków dusząc sie od dymu gdy ratowali życie innych.
Sprawca zamachu to: Al-ka'ida na czele, której stał Osma bin Laden.
Zaatakowano także Pentagon. Wielka grozba spadła na USA i cały świat. Tak więc cały dzień przesiedzieliśmy na campingu przed TV słuchając dalszych informacji. Ulotnił sie zapał zwiedzania Montrealu a poza tym nie wiedzieliśmy czy podobny los nie spotka Kanady.
Noc była niespokoja ze wzgędu na stres jaki nas ogarnął.
12 września rano zapakowaliśmy nasze manele i wyruszyliśmy w powrotną drogę do domu do Toronto.